Sometimes I feel like you’re really taking me for an imbecile.

 

Na początek wyjaśnienie: filmy Kolacja dla palantów są dwa. Pierwszy z 1998 roku, druga 2010. Obejrzałam obydwa i stanowczo odradzam oglądanie tego z 2010, ale do rzeczy.

Jeśli macie wrażenie, że Wasze życie się wali, a wszystko komplikuje bardziej niż powinno, koniecznie obejrzyjcie ten film. Zawsze lubiłam francuskie komedie, począwszy od tych z Luisem de Funes. Potem była dłuższa przerwa w naszej relacji i znów doceniam ten poziom humoru. Machanie rękami, pośpiech, wpadki, co chwila te ich oooolala… łiłi… i różne drobne przekleństwa … w wersji francuskiej to wszystko jest wyśmienite.

Po przystawkach przejdźmy więc do samej kolacji. Zamożni przyjaciele organizują co środę specjalną kolację, na którą każdy z nich ma przyprowadzić „swojego palanta”. Są to najczęściej osobnicy mający bardzo dziwne hobby i niski poziom inteligencji. Ich kosztem mają świetna zabawę, a na koniec wybierają zwycięzcę. Nie jest to złota trufla ale zawsze 😉 Wbrew tytułowi, film wcale nie jest o kolacji, a tym bardziej o jedzeniu 🙂 Na kolację oczywiście nie docieramy, ponieważ jeden z zapraszających ma problemy z kręgosłupem, przez co jest unieruchomiony w domu. Odwiedza go natomiast jego palant François Pignon, który dostarcza nam przepysznej rozrywki przez cały wieczór. Jedyny posiłek jaki zobaczymy tego wieczoru to puszysty, rozpływający się w ustach omlet z ziołami, przygotowany wg sekretnej receptury Pignon’a, a mianowicie dolanie kropli piwa do ubitej piany. Sprawdziłam faktycznie działa! Omlet ten przygotowuje dla swojego kolegi z pracy kontrolera podatkowego, w zamian za adres sekretnej garsoniery.

Ta niesamowita komedia, ze specyficznym rytmem, poziomem irytacji sięgającym sufitu i pomyłkami na każdym kroku, natychmiastowo poprawi Wasz nastrój, podobnie jak pyszne śniadanie np. z omletem w roli głównej 🙂 Film jest wyborny!!! 🙂

Ps. z konieczności dwa zdania o wersji  z 2010, choć nie wart wg mnie nawet jednego. Początek nawet mnie zachęcał, ale potem było już tylko gorzej. Nuda, dłużyzna i mało śmiesznie.

Jedyny dobry dialog (i w temacie jedzenia akurat) to ten na samym początku, kiedy pracownicy biura, obserwują przez okno kolegę, który właśnie wyleciał z pracy.”- U nas (na VI piętrze – przypis autora)wali kapuchą. Smród niespełnionych ambicji”, „Czy wiesz jak ciężko o dobry seks, kiedy śmierdzi się colesławem?” (Historia sałatki coleslaw sięga prawdopodobnie jeszcze kulinarnej sztuki starożytnych Rzymian, skąd została wcielona do wielu kultur kulinarnych Europy jak i świata. Sama nazwa surówki pochodzi z języka flamandziego od słowa koolsla, które jest skrótem koolsalade (surówka z kapusty). – wg wikipedii)

Ps. jeśli znacie francuski, koniecznie w oryginale. Podobno film dużo traci na tłumaczeniu, ale i tak jest świetny.

 

 

 

 

 

 

 

Kolacja dla palantów (Le diner de cons), 1998, reż. Francis Veber

Kolacja dla palantów (Dinner for Schmucks), 2010, reż. Jay Roach

Ogląda, gotuje i fotografuje: Kino i Kuchnia

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin