And I don’t love you anymore…

Rozstania są straszne, rozwody jeszcze straszniejsze.  Przez to, że aż tylu moich znajomych się rozwiodło albo właśnie rozwodzi, wybrałam na dzisiaj właśnie ten film, który tylko z pozoru nie ma nic wspólnego z jedzeniem.

Wspominając smaki dzieciństwa najbardziej przypominają mi się te potrawy, które robiłam z rodzicami. Zawsze będę pamiętać jak mieszałam krem do ciasta, albo ubijałam pianę z białek. Tak samo pewnie będzie wspominał Billy Kramer swoje francuskie tosty przygotowywane z tatą.  Pierwsze, gwałtowne, pełne emocji wynikających z zaskoczenia i braku umiejętności, nadrobione świetnie przez Dustina Hoffmana, powtarzaną wciąż kwestią, „ale przecież świetnie się bawimy”. Bierzemy dwa jajka, mleko, masło. Rozbijamy jajka jedną ręką … wpadły skorupki ….to będą bardziej chrupiące, ty lubisz przecież chrupiące ….niezdarne składanie tostów na pół, bo jak je inaczej zmieścić w garnuszku z jajkiem…. ech… ale dzielny tata tłumaczy, że tak serwowane są w najlepszych restauracjach, „bo wtedy można wziąć więcej kęsów”… a do tego zapomniał o mleku… ależ skąd, mleko zawsze idzie na koniec… w pędzie, niezdarnie… i koniec końców śniadanie ląduje na podłodze…

To najsmutniejszy, najbardziej nerwowy i najbardziej prawdziwy film jaki widziałam. Denerwując się razem z Kramerem, pędząc za taksówką, tłumacząc się szefowi, wściekając się na dziecko, nie mogłam nie pomyśleć o tzw. comfort food, czyli o poprawiaczach nastroju. Tak i oni poradzili sobie z nieudaną opcją śniadań, wcinając pączki w czekoladzie i zapijając je mlekiem. Tata znalazłszy się w nowej sytuacji, radzi sobie jak może, gotowanie zajmuje jednak trochę czasu, więc  na początek jedzenie popularne w Stanach od lat 60tych tzw. kolacja TV, czyli mrożone jedzenie, zapakowana pojedyncza porcja, gotowa do odgrzania. I tu tata serwuje przebój sezonu czyli stek Salisbury. Stek Salisbury to miks mielonego mięsa wołowego, coś ala nasz mielony, z sosem, tłuczonymi ziemniakami lub makaronem (nazwa wzięła się od nazwiska dr J.H. Salisbury, wyznającego pogląd, że wszelkie siekaniny są zbawienne dla naszego układu pokarmowego. Zalecił jedzenie hamburgerów trzy razy w ciągu dnia) Nic więc dziwnego, że młodzieniec doprowadzając ojca do skrajności i tak wybiera lody.

Atmosferę rozluźnia trochę niespodziewane spotkanie w korytarzu. Mały Billy trafia rano na kompletnie nagą współpracowniczkę pana Kramera przed drzwiami do łazienki  i ni z gruchy ni z pietruchy pyta ją: „- Lubisz pieczone kurczaki?” 😉

Panowie radzą sobie coraz lepiej, docierają się i coraz lepiej się organizują. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby nagle nie wróciła pani Kramer, wyleczona ze swej niemocy opiekowania się synem. Sąd przyznaje prawa do opieki matce… Rozmowy, łzy… płakałam razem z nimi… i razem z nimi zrobiłam „ostatnie” wspólne tosty. Spokojnie ubiliśmy jajka, dodaliśmy mleko, wymieniając się przy tym spojrzeniami. Nie było szarpaniny, nerwów. Spokój, rutyna, współpraca i wzajemne zrozumienie. A łzy jak grochy ciekły mi na patelnię.

Ci którzy widzieli film, wiedzą co było dalej, a pozostali niech koniecznie zobaczą  … z zakończeniem.

Ps. ja lubię jeszcze z cynamonem

Sprawa Kramerów (Kramer vs. Kramer), USA, 1979, reż. Robert Benton

Na podstawie powieści Avery’ego Cormana

Ogląda, gotuje i fotografuje: Kino i Kuchnia

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin