wilk-z-wall-street-kino-kuchnia

Chicken come home to roost. I wcale nie będzie tak różowo…

Jak kolega Paweł, zaprzyjaźniony ze mną i wierny fan, podsumował w tym roku wszytko na faktach. I tak jest tym razem. Wilk z Wall Street to biografia maklera giełdowego Jordana Belforta, który jak w bajce disneya za pomocą czarodziejskiej różczki zarobił w ekspresowym tempie miliony.

wilk-z-wall-street-kino-kuchnia

„Here’s the game plan Luis. Bring us two Absolute martinis straight up. Precisely seven and half minutes later you deliver those you’ll deliver two more, then two more after five minutes until one of us passes out.”

Zacznę od Matthew McConaughey który ma tu małą rolę, ale zagrał ją w 120%. W zasadzie to jego najbardziej pamiętam z całego filmu i pewnie już teraz kultową „mruczaną” piosenkę.

wilk-z-wall-street-kino-kuchniawilk-z-wall-street-kino-kuchniaScorsese zabiera nas jak zawsze w krainę brudnego pieniądza i da nam wszystko co się z tym wiąże: sex, narkotyki, imprezy, pranie pieniędzy i wiele wiele więcej. Ale drogi Martinie 3 godziny!!! był moment że się nudziłam, a potem był moment, że miałam dość.

Donnie: I’ll tell you what: I’m never eating at Benihana again. I don’t care whose birthday it is.

– sieć japońskich restauracji serwujących sushi, która w 2011 pozwała zresztą jednego z blogerów za negatywne opinie na swój temat 🙂

wilk-z-wall-street-kino-kuchnia

Film świetnie wyreżyserowany, zmontowany. Wszystko super, ale ile można oglądać film o niczym, godzinę, półtorej? Wg mnie Gordon Gekko w Wall Street miał więcej finezji. Tu wszystko idzie otwartym kanałem ściekowym. Wiadomo od początku jak to się skończy. Patrzy się na ten cały bałagan jak na popisy: bohatera (czyli prawdziwego Jordana Belforta), na popis aktorstwa DiCaprio, na popis reżyserski, ale nie ma nic więcej niż popisy.

A może to kolejna sztuczka Jordana, może zapłacił Scorsese grube pieniądze, żeby nakręcił o nim film 😀 Wydaje mi się to wielce prawdopodobne, szczególnie, że teraz do niego i jemu podobnych będą walić tłumy na szkolenia 😀 Zresztą jak wejdziecie na którąkolwiek z jego stron, promo filmu na całego.

wilk-z-wall-street-kino-kuchnia

Jest zabawnie, strasznie i czasem obrzydliwie, nie tylko z powodu obrzydliwego bogactwa. To wszystko wygląda trochę jak impreza w collageu tylko wszyscy są trochę starsi i lepiej ubrani. Oczywiście nie mogło zabraknąć starego jak świat numeru sprzedażowego z długopisem. Chyba każdy kto się zetknął ze sprzedażą to zna.

Jedzenie ma tu kilka swoich momentów, jak naćpany kamerdyner-gej uwielbiający lody 😉 czy przesłuchiwany Chester Ming i napychający sobie gębę pączkami. I moja ulubiona z agentami FBI na łódce:

Jordan: I’m gonna have Heidi lick some caviar off my balls in the meantime. Hey you guys wana take some lobsters for your ride home?

wilk-z-wall-street-kino-kuchniaDla mnie ten film jest jednym wielkim pawim piórkiem, wsadzonym w tyłek przemysłowi filmowemu, mówiący mamy kasę i możemy robić co chcemy! Fajnie się go ogląda (choć jednak przydługi), Leonardo DiCaprio, Jonah Hill zrobili kawał dobrej roboty. A przy okazji mam kolejne miejsce do odwiedzenia Peter Luger SteakHouse! To tam Donnie wpada na Jordana i rezygnuje z pracy. Podobno dają tam najlepsze steki w mieście 😀 http://www.peterluger.com/

Podsumowując, jest to film który trzeba obejrzeć, koniecznie i na pewno nie będzie to zmarnowany czas. Tylko potem, jedyne co Wam zostanie, to poczucie, czemu to nie Wy macie takie życie ;)))

Prawdziwy Jordan Belfort 🙂

wilk-z-wall-street-kino-kuchniai jeszcze to 🙂

Ogląda, gotuje i fotografuje: Kino i Kuchnia

Wilk z Wall Street | Wolf of Wall Street, 2013, reż. Martin Scorsese

wilk-z-wall-street-kino-kuchnia

Zapisz

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin

  • FilmFan

    Iiiiii tu się rozmijamy. Jedyne co mi przychodzi na myśl to, że ten film bardziej się spodoba facetom niż babeczkom i nie chodzi tu o fajne panie, które tak licznie skąpo odziane w filmie się pojawiają, chociaż Martin ! Ogromne dzięki za Margot Robbie :))) – taka prywata.
    Nie zgodze się również z tym, że za długi, tak trwa 3h ale ani razu nie pomyślałem o herbacie 🙂 Akcja naprawdę trzymała mnie w fotelu przez cały czas, wiecej, nawet na bieżąco komentowałem poczynania bohaterów. Cały twój opis Diana równie dobrze mógłbym podpiąć pod Hobbita – no nuuuuda. W trakcie filmu był czas na herbatke, kanapkę, siczek – nie jeden i wciąż nic nie straciłem. Ale nie o Hobbicie ten temat.
    DiCaprio – nie można mu niczego zarzucić to świetny aktor i idealnie ze swojej roli się tu wywiązał. Totalnie go kupiłem i w niego uwierzyłem. Scorsese bardzo dobrze przedstawił historię Belforta i tych czubków z Wall Street. Podziwiam tych ludzi, którzy potrafią sprzedać byle co każdemu przez telefon. To całe nakręcanie się by złapać jak najwiecej klientów, jak najwięcej sprzedać i oczywiście zarobić kasę, duuużo kasy. Od tego są uzależnieni i zrobią wszystko by być na tym haju, wciągną kilogramy koki, przelecą wszystko co się rusza by tylko osiągnąć cel. O tyle mnie ciekawił ten film, że właśnie od takich osób stronię najbardziej, totalne przeciwieństwo mojej natury, dlatego nigdy nie móglbym być sprzedawcą, akwizytorem czy maklerem itp. Szacun dla reżysera, że umiejętnie to przedstawił, a aktorzy byli bardzo wiarygodni. Czlowieka wkurza tylko ten przepych, rozpusta i marnotractwo ale nie przelewajmy tych uczuć na ocenę filmu 🙂

    • admin

      Eee gdzie Rzym a gdzie Krym, co ma tu Hobbit do rzeczy. Hobbit jest dla koneserów i na pewno nie jest o niczym. Może Cię temat nie kręcić, ale temat jest. Za to Wilku tematu nie ma. Po 40 minutach nudziłam się jak mops. Dopiero jak strzelili sobie cytrynowe dropsy 😉 akcja odżyła. Może inaczej do tego podchodzę, bo dość dobrze znam środowisko korporacyjne, i poziom zabawy nie różni się niczym. Więc jeśli miałam oglądać zabawę, to wolę Kac Vegas. DiCaprio super, jak napisałam. Zasłużył był świetny dał z siebie wszystko, ale film, nie. Zdecydowanie bardziej podobał mi się American Hustle w tej kategorii.

  • Irmina Krzysztofowicz

    i tak Leo dostanie Oscara 🙁
    reszta jest tak jak mówisz 🙂
    dobrze, że tu wpadłam, bo nie potrafiłam tego wyrazić słowami, takimi cenzurowanymi, bluźniłam po filmie, prawie, tak jak oni!!! oprócz zdrętwiałego tyłka zapamiętam też scenę z opóźnionym Lemonem – jak się czołgał po tych schodach, to umarłam w butach, ze śmiechu 🙂
    dla Matthew szacun, szczególnie, że wcześniej widziałam go w Dallas Buyers Club i nadal w świetnej formie (nie fizycznej of course) 😉

    • admin

      I dostał 🙂 ale zasłużenie