Zacznijmy od tego, że Marigold to Aksamitka, przepiękny kwiat, który sama zresztą co roku sadzę w ogrodzie. Bardzo popularna w Indiach, ale nie tylko ze względu na funkcje dekoracyjne, ale również jako przyprawa. Ma bardzo intensywny korzenno kamforowy zapach i gorzko-balsamiczny smak. Stosuje się jako przyprawę w pastach rybnych, daniach mięsnych, a także do barwienia potraw i przyrządzania herbaty.

marigold1

A teraz powróćmy do naszego filmu, który pełen jest egzotycznych smaków i zapachów. Emerytura to nie koniec świata, choć tak się wydaje naszym bohaterom. Grupa nieznających się dojrzałych ludzi wyjeżdża na egzotyczne wczasy do dawnej kolonii brytyjskiej do Indii do  hotelu Marigold. Nie wszystko układa się po ich myśli, ale jak mówi manager, to co na początku takie nie jest na końcu jest;) (w wolnym tłumaczeniu).

marigold2

Nigdy nie byłam w Indiach, więc chłonęłam każdy kadr filmu i wyłapywałam wszystkie potrawy, których nazwy padały na ekranie. Począwszy od zwykłej „kanapki” w autobusie aloo ka paratha czyli placek (coś ala podpłomyk) z różnym nadzieniem, przez wykwintne  jak opisuje główna bohaterka na swoim blogu: Mooli moong dal, bagara baingan, banjara gosht, paneer methi chaman, mutton vindaloo.

Nie wszyscy jednak doceniają bogactwo Indii i jej kuchni. Muriel, która przyjeżdża do Indii na operację zabiera ze sobą całą torbę jedzenia: ulubione ciastka HobNobs 31 paczek (rozumiem ją sama się nimi objadałam kiedyś), precle i masę weków: pikle, jajka peklowane, cebulę z papryką.

Dopiero zaproszenie do hinduskiego domu przełamuje jej niechęć do nowych potraw, bo jak twierdzi nie je tego czego nazwy nie jest wstanie wymówić. 😉 Nie lepsza jest Pani Ainslie, która domaga się „normalnego” jedzenie czyli grillowanego kurczaka z ryżem. Do tego dochodzi strach przed zarazkami, brudną wodą i w ogóle przed wszystkim co nieznane:

Jean Ainslie: Oszalałeś? Unikaj jedzenia o nieznanym pochodzeniu. Było myte w brudnej wodzie.
Douglas Ainslie: To tylko kanapka.
Jean Ainslie: O Boże, to ja poproszę szynkę, ser i paciorkowca. Albo bakterie, sałatę i pomidora.

Cieszył mnie wypośrodkowany obraz Indii, czyli bez przegięcia w żadną ze stron, bo albo się słyszy i widzi (patrz katalogi, foldery), że jest super kolorowo i pięknie, albo na odwrót, że smród, brud i bieda aż piszczy (tu przypomina się samoistnie Slumdog Millionaire, zresztą rolę managera hotelu, gra właśnie odtwórca głównej roli w tym filmie Dev Patel).

marigold

Jest jeszcze jedna scena, która mnie zachwyciła, bo nie znałam słowa „dunk”/maczać w języku angielskim, a opisuje to co uwielbiam w połączeniu ciastek z herbatą, bo któż inny jak nie Anglicy znają się na tym najlepiej. Moment nadania ciastku idealnej miękkości zanim rozleci się i wpadnie do herbaty z kretesem, to moja ulubiona zabawa przy filiżance tego naparu 🙂

Evelyn: Yes
[It is builder’s tea]
Evelyn:  we dunk biscuits into it.
Sunaina’s Brother: Dunk?
Evelyn: Means lowering the biscuit into the tea and letting it soak in there and trying to calculate the exact moment before the biscuit dissolves, when you whip it up into your mouth and enjoy the blissful union of biscuits and tea combined. It’s more relaxing than it sounds.

226165212507652988_y4mw8rju_c

Jeśli więc chcecie miło spędzić wieczór, rozkoszując się egzotycznymi widokami, przy dawce dobrego humoru to jest to właściwy film. Ja natomiast udaję się na poszukiwania indyjskiej książki kucharskiej i biorę się za te wszystkie potrawy których nie umiem wymówić 🙂

hotel marigold

Hotel Marigold | The Best Exotic Marigold Hotel, 2011, reż. John Madden

Zapisz

Zapisz

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin