Mów mi Vincent

murray-dylanCzy ten koleś potrafi schrzanić jakąś rolę!? Mógłby sam siebie obstawiać na wyścigach. Wierzcie mi lub nie, ale ten film byłby bez niego banalny. Kino familijne i tyle. A tak zupełnie przeciętny scenariusz zaczął błyszczeć dzięki jednemu aktorowi. Bill Murray! proszę bardzo.

Schemat przeciętny. Jest stary, obleśny i gburowaty typ, ale jak tańczy, kocie ruchy, sami zobaczycie. I jest dzieciak, który przez koleje losu musi z niego korzystać w roli niańki. Czyli klasyka znana z innych filmów typu The Kid, Był sobie chłopiec, Grand Torino. Stary wprowadza młodego w życie.

st.-vincent-bill-murray 10jpstvincent-articlelarge-v2

Do tego dochodzą jeszcze kwestie wygłaszane przez Vincenta. Ciężarna „lady of the night” z Rosji, w tej roli Naomi Watts, też daje radę. Pasują do siebie idealnie. Chłopak bystrzach, ale oni zawsze taką mają rolę w tego typu filmach, fizyczna pierdoła + mózgowiec. Pierwsza scena z lekcją religii prowadziła ku ciekawym wątkom, ale … no to sami zobaczycie.

Dobre kino, rozrywkowe. Warto zobaczyć, dla Billa, bo zrobił wszystko żeby film wytargać na wyżyny i mu się to udało. Powinni mu zapłacić więcej!

ps. i nie jedzcie żarcia z puszek, bo Wam mózgi pouszkadza

Menu filmowe:

– spaghetti z klopsikami

– zielona fasolka z bekonem

– sushi (specyficzne, nie napalajcie się 😉 : sardynki, krakersy i ketchup

Ogląda, gotuje i fotografuje: Kino i Kuchnia

vincent-kino-kuchnia vincent-kino-kuchnia1

Recommended Articles