1Czy można lata marzeń, dziesiątki książek, około setkę filmów, wyobrażeń, zdjęć, obrazów zamknąć w jednej trwającej zaledwie miesiąc podróży? Nie można, wydawało mi się, że to długo, ale długo i krótko. Długo bo daleko od najbliższych, krótko, bo to miasto zaraża i wystrzykuje się w krwiobieg jak narkotyk. Musisz tam wrócić i odliczasz dni i pieniądze, kiedy ponownie rzucisz się w wir tego jedynego w swoim rodzaju miasta. Tak, jestem uzależniona.

Pod koniec nie miałam już planu. Upajałam się samym faktem przebywania w nim i snucia ulicami. Jeździłam do Miasta i chodziłam, ciągle chodziłam, jak nowojorczycy, którzy wiecznie gdzieś chodzą, bez celu, dla samego chodzenia. Nigdy nie spotykasz tych samych ludzi, nawet te same miejsca wyglądają za każdym razem inaczej. Jak pisała Kamila Sławińska „W Nowym Jorku chodzi się nie po to, żeby iść, ale żeby napotkać”.

Kiedy znajomi pytają mnie: jak tam było w Ameryce? Od razu chce mi się sprostować, ale ja nie byłam w Ameryce, byłam obok. Nowy Jork, to najmniej amerykańskie miasto. To państwo-miasto. Nigdzie na świecie, ani w Ameryce nie ma takiej mieszanki, tylu języków, kolorów, kultur, smaków i zapachów. Tu jest wszystko, cały świat jest w Nowym Jorku. NYC przyciąga jak magnes ludzi spragnionych sukcesu, wolności (najczęściej tej artystycznej), ale wciąż jest miastem głównie emigrantów, wygnańców z musu lub z wyboru. Większość nowojorczyków nie urodziła się w tym mieście, więc tworzy sobie wokół siebie swój mały świat stamtąd, z tego czegoś za czym tęskni. Więc nie raz odnosiłam wrażenie, że wszyscy tu żyją razem na kupie w ciasnych klitkach, ale jednak jakoś osobno, z daleka.

Nowy York jest doskonałym połączeniem starego z nowym, ducha przeszłości z duchem nowoczesności. Wszystko jest przedefiniowane, wszystko wyrasta z czegoś, a historia tkwi we wszystkim, a to wszystko owiane starym splendorem. Tylko tutaj obok siebie może istnieć synagoga, meczet i kościół. Ludzie śpiewają i tańczą na ulicy, ot tak, bez powodu. Idzie i śpiewa, idzie i podryguje w rytm nie słyszalnej dla ciebie muzyki. Są bardzo otwarci i chętnie zaczepiają nieznajomych. Opowiadają przeróżne historie ze swojego życia, rozmawiają o pierdołach, ale też z uwagą słuchają Twojej historii. I możesz być pewien, że następnym razem zapytają o jakiś szczegół o którym im opowiadaliście.

Nowy Jork to miasto w którym żyje się w parkach. W parkach się spotyka, biega, je i imprezuje. To główne miejsce wszelakich spotkań, ale też taki publiczny prywatny ogród każdego. Większość nowojorczyków (bo nie mówimy tu o gwiazdach i innych super bogatych herosach) mieszka w ciemnych i ciasnych klitkach (za bajońskie pieniądze na dodatek), więc każdą wolną chwilę spędzają na zewnątrz. Jedzą śniadania, lunche, obiady, biegają, czytają albo zwyczajnie wygrzewają się na ławkach.

Miasto jest pełne kolorów, ludzie są kolorowi, nawet psy są kolorowe. Najbardziej odjechany strój nie wzbudza tu sensacji. Najdziwniejszy sposób na życie nie dziwi. A gdzieś tam w tle, ledwie słyszalnie pobrzękują dolary, bo w tym mieście rządzi pieniądz, duży pieniądz, nawet jeśli tego nie widać na pierwszy rzut oka.

To tak tytułem wstępu, bo pisać i opowiadać o Nowym Jorku można długo. W kolejnym odcinku będzie o czym? Oczywiście o jedzeniu. A tymczasem, jeśli byście mieli ochotę i przechodzili z tragarzami, to 12 czerwca o 20 stej w Wawerskiej Strefie Kultury DK Aleksandrów, będę miała przyjemność pokazać swoje zdjęcia i opowiedzieć pikantne historyjki z podróży do Nowego Jorku. Serdecznie zapraszam już teraz 🙂

3 2 4 5 6 7 8 9 11 10 12

Written by Diana Domin