Siła filmu Manchester by the Sea leży w pozornym wyciszeniu i w grze Casey’a Afflecka. Rozdzierająca historia, która nikogo nie pozostawi obojętnym.

Lee Chandler (Casey Affleck) dostaje wiadomość o śmierci jedynego brata i  wraca do swojej rodzinnej miejscowości.  Ta śmierć nie była czymś zaskakującym, ponieważ Joe od dłuższego czasu chorował na serce i było wiadomo, że będzie żył w najlepszym przypadku 5-10 lat. Joe brat Lee przed śmiercią sporządził testament w którym wyznaczył brata na prawnego opiekuna swojego 16-letniego syna Patricka. Dla Lee jest to chyba jeszcze większa tragedia niż śmierć brata, bo mieszka w innym mieście, w jednym pokoju, pracuje jako dozorca i raczej nie zamierza zmieniać swojego życia.

Podskórnie zaczynamy wyczuwać, że to wszystko jest niczym, z tym co kryje się w Lee Chandlerze, że to jego zewnętrze zobojętnienie na wszystko i prowokowanie bójek ma jakieś drugie dno.

Wspomnienia tragedii są stopniowane bardzo delikatnie, ale kiedy dowiadujemy się już wszystkiego ciężko złapać oddech… bo nie sposób wyobrazić sobie jak można dalej żyć po czymś takim, jak można w ogóle sobie z tym poradzić.

Teraz musi sobie poradzić z pochówkiem brata, a to wcale nie jest takie proste, bo ziemia jest zbyt zmarznięta, więc będą go musieli zamrozić. Co doprowadza Patricka do ataku paniki. Ten twardo trzymający się 16-latek, bardziej przejęty lawirowaniem pomiędzy dwoma dziewczynami niż śmiercią ojca, nagle dostaje ataku paniki przy mrożonym mięsie w lodówce. Może się to wam wydawać komiczne, ale ta scena jest jedną z lepszych. Zagranie jej przez młodego niedoświadczonego aktora było nie lada wyzwaniem. Podobno reżyser poradził Lucasowi Hedges (grającemu Patricka), żeby przez cały dzień do nikogo się nie odzywał, nawet jeśli pomyślą, że jest niegrzeczny i to faktycznie zadziałało.

Pomiędzy Lee i Patrickiem jest mnóstwo cynicznych dialogów, które dobrze rozładowują dość ciężką atmosferę.

“What happened to your hand?” Patrick pyta Lee, zauważając bandaże i krew.

“I cut it.”

“Oh, thanks. For a minute there I didn’t know what happened.”

Nie ma pouczania, nie ma wyciągania wniosków z popełnionych błędów. Reżyser pozostawia widzom wolną rękę, w ocenie młodego Patricka, nawróconej matki, czy wujka Lee. Lee zresztą też nie szuka odkupienia, wybaczenia. O czym świadczy chociażby dość przerażająca scena, kiedy przypala sos.

Niewątpliwie rola Lee jest rolą życia Casey’a Afflecka i patrząc na konkurencję widzę duże szanse na zdobycie przez niego oprócz Złotego Globa również statuetki Oscara. Mam nadzieję, że Kenneth Lonergan będzie reżyserował więcej filmów (do tej pory tylko Margaret i Możesz na mnie liczyć) na takim poziomie. Brawo.

Zapisz

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin

  • Oglądałam. Jak dla mnie film świetnie nakręcony. Podobało mi się jak umiejętnie i niezbyt nachalnie reżyser pokazuje nam postać Lee. Im dalej, tym bardziej rozumiemy postepowanie głównego bohatera. I choć historia nie łatwa, warto było obejrzeć.