La la land a właściwie L.A. Land to oczywiście kraina niespełnionych artystów, aktorów, muzyków i właśnie taką historię dostajemy.

W La la land występują: Mia jest aspirującą aktorką, ale na razie pracuje w knajpie i męczy się bezglutenowymi klientami, a od czasu do czasu obsługując gwiazdy, marzy by być jak one. Sebastian jest niezależnym pianistą jazzowym, butnym i niepokornym, przez co nie może utrzymać posady. Marzy o własnym klubie jazzowym. Niestety chce go nazwać Chicken on Stick. Zakochują się w sobie. Nie od razu, ale jednak. To wszystko oczywiście w musicalowej formie.

I think you should call it Seb’s because no one will come to a place called Chicken on a Stick.

I nie ma nic w tym złego, ale nagromadzenie takiej ilości banału w 60 minutach, było dla mnie ciężkie do przebrnięcia. Nie pomagały tłumaczenia, że to z przymrużonym okiem, że to cytaty z hollywood, ża la la la i turli turli. Było ciężko i już miałam cichaczem iść do toalety i nie wrócić, gdy nagle bum! Zaczęło się, coś czego się nie spodziewałam. Nie wspominając już o zakończeniu, które powoduje że to jest jednak dobry film. Wybaczcie ostatnie enigmatyczne zdania, ale ta część jest kluczowa, a nie chce wam psuć przyjemności z oglądania drugiej połowy filmu.

Może tylko dodam, że jak to zwykle w filmach bywa, ważna rozmowa dzieje się przy obiedzie, przygotowanym przez Sebastiana zresztą. A cały film można streścić w bardzo aktualnym pytaniu: co byście wybrali miłość czy pasję?

W La la land Muzyka jest wspaniała, wpada w ucho, nogi same chodzą. Brawa dla aktorów, bo tańczą i śpiewają wspaniale. Są Ginger Roger i Fred Aster. Prawdopodobnie więcej zapamiętacie z  tego co zobaczyliście, niż dialogi. Tylko, że to już wszystko było i może już wystarczy sentymentalizmu. Czy to jest film oscarowy, wg mojej oceny nie, ale przy The Artist też się myliłam, więc kto to wie.

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin