Lion to prawdziwa, wzruszająca historia o zaginionym chłopcu z Indii, z potwornie słodkimi ciastkami w tle i sponsorowana przez google earth. To tak w skrócie i lekko ironizując, ale film warto obejrzeć.

Uwaga w tekście są spoilery.

Lion to historia pięcioletniego hinduskiego chłopca o imieniu Saroo, który w 1986 roku w wyniku niesamowitego splotu wydarzeń trafia do miejsca oddalonego od jego domu o 1600 km, a później do nowej rodziny w Australii.

Pierwsza część filmu będzie nam bardzo przypominać film Slumdog Millionaire, ale na nasze szczęście nie będzie tu tanich emocjonalnych chwytów, tylko dobrze opowiedziana historia, o biedzie, samotności, tęsknocie. A także o wspaniałej więzi między braćmi małym Saroo i starszym, podziwianym Guddu. Ten obraz przyjaźni i troski o siebie rozwala wszystko na końcu filmu, ale tylko wtedy, kiedy i tak szlochamy przeżywając każdy krok dorosłego Saroo w wiosce swojego dzieciństwa.

Ich rodzina jest tak biedna, że mleko kupione za kradziony węgiel jest już nie lada luksusem. Co ciekawe mleko pakowane w woreczki. Mały Saroo marzy o jalebi, ulicznym przysmaku, który kusi swoim niesamowitym kolorem. Jalebi to super słodkie ciastka smażone w głębokim tłuszczu, przygotowywane na ulicy. Przepis znajdziecie tutaj. Guddu obiecuje, że kiedyś kupi Saroo mnóstwo takich ciastek.

Dorosły Saroo (w tej roli Dev Patel, który debiutował w Slumdog Millionaire) wyrósł na przystojniaka, ale doskonalenie warsztatu aktorskiego jeszcze przed nim, choć w filmie wypada bardzo dobrze. Trochę niesprawiedliwie nominacja przypadła tylko jemu, a małemu Sunny Pawar nie, bo to on wg mnie skradł show. Niesamowite jak taki malec naturalnie i prawdziwie zagrał wiele trudnych scen.

Mały Saroo podczas swojej dickensowskiej tułaczki spotyka wiele osób, między innymi kobietę, która zajmuje się przygotowywaniem posiłków dla ludzi w biurach, z czym zetknęliśmy się przy okazji filmu Smak Curry. Karmi go, myje i wydaje się, że chce dla niego dobrze. Jednak Saroo przeczuwa, że coś jest nie tak w tej pięknej układance i ucieka znowu na ulicę. Żywi się resztkami i zamienia w typowego włóczęgę.

Rozdzierająca serce scena kiedy Saroo siada na przeciwko baru i trzymając wcześniej znalezioną na śmietniku łyżkę, udaje że je zupę, naśladując mężczyznę siedzącego przy oknie.

Trafia do sierocińca, a stamtąd do zastępczej rodziny w Australii. Na lotnisku wita go w przerażającej rudej peruce nowa mama (Nicole Kidman) i to cud, że widząc to nie uciekł. Niemniej jednak Nicole Kidman rewelacyjnie zagrała matkę dwóch adoptowanych chłopców. Szczególnie warta uwagi jest scena w której zdradza dorosłemu Saroo, dlaczego ich adoptowała. Bardzo emocjonująca scena.

Jest też zabawny akcent nawiązujący do innej roli Dev’a Patel, czyli filmu Hotel Marigold, kiedy przyrodni brat dokucza mu, że będzie tylko managerem hotelu i wie wszystko najlepiej.

W tak zwanym międzyczasie Saroo na imprezie u znajomych ze szkoły (hindusów zresztą) trafia na wymarzony z dzieciństwa deser, jalebi. Jeden smakołyk wywołuje lawinę wspomnień i zapoczątkowuje długie poszukiwania i powrót do rodzinnego domu. Oczywiście przy wsparciu google earth 😉

Skojarzenia i emocje związane z tym filmem mogą filmowi Lion pomóc albo zaszkodzić w zdobyciu Oscara. Dla mnie jest to wyjątkowa historia, opowiedziana w subtelny i delikatny sposób. Wspaniałe zdjęcia pokazują piękne krajobrazy Indii. Film wywołuje ogromne emocje i nie znam nikogo, kogo by ta historia nie poruszyła.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin