Toni Erdmann to jeden z lepszych obcojęzycznych filmów ostatniego roku. Błędnie niestety reklamowany jako komedia.

Toni Erdmann opowiada o trudnej relacji między ojcem, emerytowanym nauczycielem muzyki i jego dorosłą córką robiącą karierę za granicą w korporacji. Film pełen jest słodko-gorzkiego humoru i może przez to próbuje się sprzedać jako komedię. Niestety ani reżyserka Maren Ade, ani aktorzy nie kręcili komedii, a dramat. O czym wielokrotnie mówili na konferencjach prasowych.

 

Tekst zawiera spoilery.

Film dotyka bardzo trudnych relacji rodzinnych. Dorastając/starzejąc się czasem tracimy wspólny język z najbliższymi. Córka, którą żartobliwie w filmie ojciec nazywa spaghetti, staje się poważną i niedostępną osobą. Korporacja wyprała ją z poczucia humoru, które ojciec, wieczny błazen, próbuje swoimi nie do końca trafnymi żartami wydobyć. Żarty zamieniają się w farsę i sami nie wiemy czy śmiać się czy płakać.

Z drugiej strony widzimy, że ojciec zdaje sobie sprawę z własnej porażki. Kupując córce na urodziny dizajnerską tarkę do sera, mówi od razu, że może ją wyrzucić. Mimo wszystko próbuje.

“Even If I wanted to jump out of the window you and your cheese grater wouldn’t be able to stop me.”

Ines stara się ze wszystkich sił wygrać wyścig w swojej subkulturze korposzczurów. Nawet jej związek z kolegą z pracy jest beznamiętny i nastawiony na bycie na górze. W scenie kiedy Tim sam doprowadza się do orgazmu, Ines mówi żeby spuścił się na ciastka petit fours, a ona je potem zje. Perwersyjne i perfekcyjne odwrócenie uwagi od tego co ważne. Sprowadzenie emocji do gry, ale też głupiego żartu, bo to przecież nieodrodna córka swojego ojca.

Jak sam ojciec mówi udając Toniego Erdmana: “We learn a lot from our parents. For example, I learned from my father how to use a cheese grater. We passed it down from generation to generation.“

Kiedy jednak córka zaczyna grać na swój sposób w grę podjętą przez ojca, nie za bardzo mu się to podoba. Zaczyna wątpić czy ona jest jeszcze człowiekiem, czy ma jakiekolwiek uczucia. Ona podważa jego pytania o szczęście w życiu, bo co to w zasadzie jest szczęście i czy dla wszystkich jest tym samym.

Ines przeżywa katharsis, coś w niej pęka, kiedy ojciec zmusza ją do zaśpiewania wspólnie dla gości jednej z piosenek z dzieciństwa (Whitney Houston, Greates love of all). Piosenka i jej wykonanie jest tak idealnie pasująca do tej sytuacji, że wygląda jak wyznanie, jak wyrzucenie ze środka tego wszystkiego co Ines w sobie tłumi, nie dopuszczając do siebie emocji.

To skutkuje niespodziewanym zwrotem akcji podczas jej urodzin na które zaprosiła kolegów z pracy. Wspaniała scena jak sobie radzą samotne kobiety w kuchni, bo przecież kto zapnie sukienkę na plecach, oczywiście najlepszy przyjaciel widelec.

Będzie też wzruszająca i moja ulubiona scena z ojcem przebranym za Kukiera, bułgarskiego przebierańca przepędzającego złe duchy i przynoszącego dobrobyt i szczęście, przeganiają zimę. Nie będę wam o niej opowiadać, to trzeba zobaczyć, bo jest kwintesencją całego filmu i miłości między dziećmi i rodzicami.

Mówią, że na świecie są dwie najkrótsze książki pierwsza to brytyjska książka kucharska, a druga to niemiecki humor, ale Toni Erdmann udowadnia, że niemcy jednak mają poczucie humoru i to w najlepszym wydaniu.

ps. I jeszcze krótka historia petit four czyli małych perwersyjnych ciasteczek. Te małe ciasteczka (zwane też mignardises) pochodzą oczywiście z Francji i w dosłownym tłumaczeniu oznaczają małe wypieki. Zrobione są z ciasta biszkoptowego, z dodatkiem kremu, dżemu i polewy. Takie małe torciki. Pracy z nimi jest mnóstwo, ale smakują wyśmienicie.

 

Gdybyście mieli ochotę to polecam dwa przepisy:

http://www.bakerella.com/pound-cake-and-petit-fours/

http://www.marthastewart.com/312747/spring-shower-almond-petits-fours

 

Zapisz

Zapisz

Zobacz rowniez:

Written by Diana Domin