Co jedzą dżentelmeni i snoby

Dżentelmeni, reż. Guy Ritchie

Play a game with me, Ray. 

Znacie ten kawał? Przychodzi facet do baru i zamawia kufel piwa i marynowane jajko… No właśnie ja też nie znam, ale wiem skąd to jajko. Choć nie powiem, pierwsze skojarzenie, jak nic Matthew będzie robił odżywkę na włosy… czy dżentelmeni tak nie robią?

Zanim zacznę przynudzać na temat barów i jajek, trochę wstępu. Guy Ritchie wraca do starych dobrych klimatów z Przekrętu, ale widać, że lata już nie te i dynamika już inna. Nie powiem, że zła, bo czas dla mnie też nie stanął i to stateczne tempo mi pasowało. Tym razem więcej ciężaru w treści i więcej prostoty (dekoracje na bogato, nie dajcie się zmylić). Koncentracja na tym co najlepsze i co dżentelmeni lubią najbardziej: steki i whisky oraz najlepsze aktorstwo i dialogi. 

Witajcie w snobistycznym, wypięknionym świecie gangsterów. 

Skosztujcie steków Wagyū z bezdymnego grilla i zapijcie to 40 letnia whisky Glenfarclas. A do tego koniecznie kupcie dresy od Colina Farrella, któremu należą się brawa. Ma małą rolę, ale jak już się pojawia jako „The Trener”, to klękajcie narody. Do tego ma pod opieką całkiem zwinny i stylowo ubrany zespół raperów, a jak raperzy to wiadomo, że gangsta. Ritchie w tym filmie korzysta ze stereotypów i uproszczeń na każdym kroku i nie przejmuje się poprawnością.

Oklaski na stojąco należą się Hugh Grantowi, po którym wszystkiego bym się spodziewała, ale nie tego, a już na pewno nie w tym wieku. Jest oślizgły, gejowaty, zabawny i trzyma cały film do kupy, bez niego to nie byłoby to samo. 

Źli Chińczycy też dżentelmeni

Jak zwykle obrywa się Chińczykom, a to przecież to nie Peaky Blinder czy Blenders. Jak kto woli. Czy ich mniejszości się nie bronią? To enty film, gdzie wszystkiemu winni są Chińczycy. Nadal śmieszy, ale enough is un oeuf, jak mawiają Francuzi. Zatruta herbata, ach jakież to banalne barbarzyństwo dla Azjaty. Choć strumienie wymiocin, pasują do młodego Guya, współczesny mógłby sobie odpuścić, szczególnie jako dżentelmen. 

Natomiast głównym dżentelmenem jest Michael Pearson, czyli Matthew McConaughey, wyglądający trochę jak zagłodzony kurczak, jakby ważył 60 kg w mokrym ubraniu. Podobno nadal nie doszedł do siebie po Dallas Buyers Club. 

“There’s only one rule in the jungle: when the lion’s hungry, he eats!” – to im się udało, bo kurczak jak to mówi, to śmieszy bardzo. Mnie przynajmniej śmieszy. 

Pearson ma oczywiście piękną żonę (Michelle Dockery) prowadzącą damski warsztat samochodowy. Żona jak to żona, tu Guy jest niereformowalny, nadal jako tło, docenione, ale jednak abażur. Jak ją nazywał Fletcher: Cockney Cleopatra. Dżentelmeni to klasyczny męski świat, więc żonka i tak ma sporo atencji jak na Richiego. 

Zresztą reżyser wszystko ma gdzieś, gejowaty żydek, irlandzki gangster (The Trener), który twierdzi, że nie jest gangsterem, dziennikarz hiena, dobry i szlachetny protagonista, który nie chce źle robić, ale cóż musi, żona abażur i źli Chińczycy. Chyba nikogo nie pominęłam. 

Bardzo dobrze sprawdza się w roli consigliere dżentelmen Charlie Hunnam, jako Ray, albo raczej Raymondo, jak nazywa go Fletcher (Hugh Grant). Sceny z nimi dwoma są wg mnie najlepsze. A spotkanie przy grillu epickie, jak mówią poeci. Ray z precyzją smaży steki na grillu, który zresztą wypatrzyła u Guya Ritchiego w domu scenografka i postanowiła to wykorzystać. 

What is that, is that a BBQ as well? – Yes it is Fletcher. – I love a barbie. That’s a useful bit of part then isn’t it – it heats up your knees and cooks at the same time. Ha, you got to show me how to get one of them. – Well you can take it with you if you fuck off now. – Ray, is there any chance of a steak? – Yeah alright, I’ve got a bit of Wagyu in the freezer as it happens. – I’ve never had Wagyu. – Ah well, it’ll be wasted on you but it’s all I’ve got.

W zamrażalniku, jak to w filmach gangsterski są często ludzie, więc i tu jest podobnie, ale skupmy się na mięsie. Wagyu to ogólna nazwa na selekcjonowaną japońską wołowinę. Krowy są na specjalnej diecie, a dodatkowo są regularnie masowane. Już widzę wasze miny! Jak to! Dzięki masażom mięso ma charakterystyczną marmurkowatość, tłuszcz przeplata się z mięsem, tworzą ideał wart 500 dolarów za kilogram. 

“Pokazałeś jak robicie tę kiełbasę, teraz opowiedz o masarniach.”

Skoro już jesteśmy przy mięsie, wróćmy do tajemniczego Żydka, którego gra Jeremy Strong. Od momentu, kiedy obejrzałam Sukcesję, jest dla mnie objawieniem i nie zawodzi. A Guy Ritchie dokręca śrubę niepoprawności w końcowej scenie, wykorzystując bardzo znany motyw z Kupca Weneckiego (znana antysemicka sztuka Szekspira), chcąc w ramach zapłaty za złe potraktowanie żony, funt ciała przeciwnika. 

Wracając do jajka i piwa z początku. Swoją drogą tą kluczową scenę nakręcono w bardzo klimatycznym miejscu The Prince Victoria pub w Shepherd’s Bush. Gdyby za sprawą tajemniczych walizek jak w Umbrella Academy przeniosło nas w przeszłość, np. do lat około 1800 roku w Ameryce albo Wielkiej Brytanii i trafilibyśmy do klasycznej speluny, do alkoholu jako przekąskę dostalibyśmy… jajka. Co oczywiście było związane z troską o obywatela. W jajkach bowiem znajduje się cysteina, która bardzo korzystnie wspiera pracę wątroby w walce z trucizną jaką jest alkohol i papierosy. Dlatego tak nam smakują na kaca jajka na bekonie. A pić trzeba, nie ma lekko. 

W dawnych melinach na porządku dziennym mieliśmy do wyboru: deviled eggs, scotch egg albo pickled egg (marynowane). W każdej szanującej się spelunie na barze stał słój z marynowanymi jajkami. Acha! tak tak, warto obejrzeć niektóre filmy jeszcze raz. Polecam takie poszukiwania historyczne. Tak pięknie i zdrowo było niestety tylko do czasów prohibicji w Ameryce, która przyniosła niepowetowane straty. 

Piwo do tego jajka jest również nieprzypadkowe. Piwo Lore pochodzi z browaru reżysera Gritchie Brewing Co. 

Krótko mówiąc, film Dżentelmeni dostarczy wam najróżniejszych doznań, od inteligentnego żartu po soczyste steki, w towarzystwie najlepszych trunków. A na kaca koniecznie klin i jajeczko. 

ps. polecam obejrzeć dwa razy, za drugim razem jest jeszcze większa przyjemność. 

Recommended Articles