Mój pierwszy raz …

pierwszy raz

Pierwszy raz było ciemno i chłodno. Kina garnizonowe w małych miejscowościach w tamtych czasach, nie miały ogrzewania. Tylko ciepło współtowarzyszy mogło pomóc.

Przy każdym ruchu skrzypiały drewniane fotele, obite czerwonym suknem. Zaczepiałam o nie z nerwów palcami i próbowałam wyciągnąć pinezki, ale tylko opuszki się z nich ześlizgiwały.  Zawsze starałam się szybko siadać i wstawać z tych klasycznych kinowych foteli, w obawie przed kłapnięciem za tyłek. Siedzisko było duże, drewniane i ciężkie.

Nie pamiętam, kto oprócz nas był w kinie, to było kompletnie nieistotne. Za to pamiętam jak szłam, powolutku, małymi kroczkami, lekko ciągnięta za rękę przez starszego o dziewięć lat brata. 

Miałam 6-7 lat, kiedy pierwszy raz w życiu poszłam do kina. Małego, kameralnego kina garnizonowego w małym miasteczku. Jak u Podsiadło, małomiasteczkowa ze mnie gościuwa. 

Powrót Jedi.

Nie był to poranek dla dzieci, ani jakaś bajka. Był to film, który ukształtował nieświadomie całe moje życie. Tym filmem były Gwiezdne Wojny. Powrót Jedi. Przez wiele lat jeszcze nazywany przeze mnie, filmem z misiami. Nie byłam wstanie jeszcze zapamiętać, że chodziło o Ewoki.

Zastanawiasz się pewnie, jak takie małe dziecko mogło pójść na film z napisami. Przede wszystkim kluczem jest małomiasteczkowość, panują tu inne zasady, a zatem inne możliwości. 

Tłumów na filmie nie było, chyba, a napisy czytał mi brat. Czytał i opowiadał, tłumaczył. A że byłam z gruntu grzecznym dzieckiem, siedziałam z rozdziawioną japą i chłonęłam magię. Nasiąkałam i przesiąkałam nią. To, że nam nikt nie zwrócił uwagi, nie czepiał się też uważam za magię. 

Szczerze mówiąc film i bez dubbingu brata bym ogarnęła, ponieważ już sam obraz na tak dużym ekranie był fascynujący. Zresztą, ta szkoła przydała się później, jak weszły kablówki i oglądało się Pro7, RTL i inne obcojęzyczne kanały, rozumiejąc wszystko z mowy ciała! Nawet reklamy oglądałam. Wszystko oglądałam ciurkiem.

Yoda

Mistrz Yoda był moim drugim (po bracie) nauczycielem. Hartował mojego ducha i nie pozwalał się poddawać. Uczył bycia silną i wytrwałą. Uczył poczucia humoru. Od Hana Solo uczyłam się zato ciętego dowcipu i luzackiego podejścia do życia.

Jako już młodzież, znałam Gwiezdne wojny na pamięć. Wszystkie trzy części i nigdy mi się nie znudziły. Do dzisiejszego dnia, chociaż ten czar gdzieś uleciał. Wytarty może przez pamięć, może przez coraz gorsze nowe części. Dobrze, że zostają wspomnienia…

Takie wspomnienia pielęgnuje i podlewam, czasem mitologizuje, ale co to komu szkodzi. W końcu magia nie ma nic do rzeczy z prawdą.

Pamiętasz swój pierwszy raz w kinie? 

Jeśli chcesz więcej opowieści z krypty, obserwuj mnie na Instagramie i na Facebooku.

Recommended Articles