Jak smakuje surowy śledź W Biały Dzień. Midsommar.

Midsommar

Midsommar, czyli pełnia lata, esencja letniości i ulubione szwedzkie święto (bardziej popularne niż Gwiazdka). Czy zatem w tak sielskie i upajające okoliczności przyrody można wpleść mrożącą w żyłach historię, a nawet horror. Okazuje się, że z powodzeniem. 

Jeśli tak teraz będą wyglądać wszystkie horrory, to jestem na tak i przełamie swoją wieloletnią niechęć. Midsommar zachwyca pod kątem wizualnym. Scenografia jest dopracowana w każdym detalu (czy ja tego nie piszę o wszystkich … hmmm, może to mój klucz do filmów, co mój terapeuta na to?). Te detale dotyczą w Midsommar również jedzenia, które jest tu bardzo istotne i pełni ważną funkcję. 

Grupa przyjaciół, Amerykanów, przyjeżdża do Szwecji na święto Midsommar, do odludnej wioski Halsinglarid. Chcą obejrzeć pogański festiwal letniego przesilenia, wielowiekowe tradycje i ceremonie, które okażą się dość makabryczne w skutkach. 

Już początek filmu wprowadza przyjezdnych w iluzję, przez podanie halucynogenów, które będą się przewijały w różnych napitkach. Reżyser dla osiągnięcia pożądanego efektu wykorzystał różne szwedzkie historie ludowe oraz mitologię nordycką. 

Stylistka Zoe Hegedus

Stylizacje jedzenia podczas uczty Midsommar przygotowywała Zoe Hegedus. Stylistka korzystała z tradycyjnej kuchni szwedzkiej, ale nie tylko. Znajdziemy tu wpływy norweskie, fińskie, islandzkie, z Wysp Owczych i Grenlandii. Kluczem do przygotowanych potraw była regionalność i samowystarczalność. To wszystko musiało zostać wyhodowane w wiosce, jak ziemniaki, szparagi, karczochy, marchew, czy mięso z hodowli albo owoce morza z połowów. Produkty zbierane na łąkach czy w lesie, jagody, jadalne chwasty i kwiaty. 

Jedzenie musiało być też przygotowane w sposób tradycyjny, przez wędzenie, solenie, czy marynowanie, gotowanie na dworze i pieczenie na otwartym ogniu. Dlatego na stole przewijają się domowe pasztety, masła i proste ciasta, lub wręcz surowe świeże warzywa i owoce. 

Meat Pie z włosem łonowym jako afrodyzjak

Skoro jesteśmy przy ciastach. Ohydna, ale jakże przebiegła scena, w której pasztecik z kozim mięsem (meat pie) z włosem łonowym, służy do rzucenia miłosnego uroku na Christiana. A czarę goryczy, albo raczej obrzydliwości przechyla piwo z kroplami krwi menstruacyjnej. Ponoć włosy łonowe w średniowieczu były na standardzie wykorzystywane do rzucania uroków. 

Kontrasty

Film jest bardzo kontrastowy wizualnie i tematycznie. Ostre światło wydobywa szczegóły kolory, ale też męczy, usypia i obezwładnia. Podobnie sielski i spokojny klimat wioski zestawiony został z brutalnymi obyczajami. Gościnność kojarzy nam się z podaniem jedzenia najwyższej jakości, przygotowanego z pietyzmem i dbałością. Tutaj co danie to większa obrzydliwość ukryta, pod kruchym ciastem pozorów, które wydobywa na światło dzienne palące słońce. 

Najpierw zostajemy upojeni halucynogenną herbatą, a potem zaczyna się “kulinarne szaleństwo”.

Dół pieczonego indyka, ułożony tak żeby wyglądało, że nurkuje w tacy otoczonej rybimi głowami i świńskimi nogami. Dwie kozy odarte ze skóry i częściowo z mięsa, ustawione tak, żeby wyglądały jak szkieletory. Do tego wieże z langust, które kojarzyły mi się z obrazami Hieronymusa Boscha. “Harga man cake”, ciasteczkowy człowiek przypominający jakiegoś bożka, położony wśród pieczonych jabłek. Wszystko to jakoś kojarzyło mi się z utraconym rajem i grzechem pierworodnym wspomnianego już wcześniej malarza. 

Na niby

Na zbliżeniach na stołach możecie dostrzec małe rzeźby z masła, wyglądające jak świątynie, ze względu na upał zrobione z gipsu. Nie tylko to było na filmie udawane, ale nie wyobrażam sobie inaczej. Film był kręcony na Węgrzech podczas najgorętszego lata i tak brawa, że to wszystko wygląda. Ekipa co piętnaście minut wymieniała warzywa i owoce na świeże. Surowe żółtko na talerzach (Sun’s Eye – surowe żółtko, ugotowane na twardo i drobno pokrojone żółtko i białko, a na obrzeżach pokrojone buraczki i szczypior) tak spektakularnie wyglądające w ujęciach z góry, nie wytrzymałoby nawet 15 minut w takim upale. Przygotowano je ze zmrożonej pulpy mango i pomarańczy. 

Owsianka zamiast mięsa

Wspomniane wcześniej mięsne ciasto, również było udawane. Mięso i taki upał… nawet nie chce myśleć… Ponieważ aktor musiał, za każdym razem gryźć ciasto, musiało być jadalne. Przygotowano je z owsianki wymieszanej z kakao.

Na stołach dostrzeżecie też wieże ze szparagów i karczochów, czy brokułów, które w kulturze szwedzkiej wykorzystywane były na specjalne okazje. 

Śledź na szczęście

A na koniec śledź na szczęście. I to też nie mogło być udawane, żeby uzyskać tak wiarygodną minę Florence Pugh w roli Dani, która zachwyciła mnie w tym filmie. Śledź okazał się nie lada problemem. Szwecja ma śledzi po kokardy, ale Węgry… lipa, ni ma. Skończyło się na transporcie last minute z Francji. I tak francuski śledź zagościł na szwedzkim stole na Węgrzech. 

Jedzenie w Midsommar jest pomostem pomiędzy pozorną rzeczywistością, a utajonymi demonami w nas. Wyzwala te potwory i obnaża w dziennym jaskrawym świetle. 

Swoją drogą zastanawiam się nad przewrotnością tego filmu, bo przecież to ciemności i zła w cieniu zawsze się boimy. A tutaj w biały dzień, w pełnym słońcu, przy wszystkich, nawet nie w ukryciu. 

Sama nie wierze, że to mówię, ale obejrzę ten film jeszcze raz z przyjemnością. Oprócz jedzenia jest tam tyle interesujących symboli i znaczeń (przyglądajcie się szczególnie obrazom i malowidłom jak z kaplicy Sykstyńskiej), że można go odrywać po kawałku, bo nie sposób dostrzec wszystko za pierwszym razem. 

Bardzo was zachęcam, do obejrzenia tej mieszanki Alicji w krainie czarów w krzywym zwierciadle skrzyżowanej z dziwadłami z obrazów Boscha. 

Jeśli macie chorą fascynację jedzeniem na ekranie jak ja, koniecznie obserwujcie mnie na Instagramie albo na Facebooku

Midsommar. W biały dzień (2019), reż. Ari Aster

Recommended Articles