Czy ryby i kolendra zapewnią nam nieśmiertelność – Nienasyceni

Nienasyceni

Nienasyceni to luźna adaptacja klasyki Nowej Fali, Basen z 1969. Anglojęzyczny tytuł Bigger Splash odnosi się natomiast do słynnego obrazu Davida Hockneya o tym samym tytule. Ten śródziemnomorski film noir pieści i budzi zmysły pięknem i pożądaniem, żeby na koniec dać nam zimny prysznic w palącym słońcu.

Kiedy przychodzi lato zapadam na nieuleczalną chorobę, którą roboczo nazywam drzemking. Zapadam znienacka czytając książkę. Budzę się, pokręcę, napije czegoś, spacer nad brzegiem, czegoś mokrego, gdzie akurat jestem i znowu zapadam. 

Już od pierwszej sceny filmu nad basenem poczułam się u siebie. Esencja odpoczynku, takiego solidnego, po totalnym wyczerpaniu lub załamaniu, odwyk od wszystkiego. Leżysz, jest ciepło, cicho, nic nie trzeba, ukochana osoba obok. Czas płynie… nieistotny. 

Surowy teren wulkanicznej Pantellerii, gdzie rozgrywa się akcja filmu Nienasyceni, sprzyja ucieczce od zgiełku. Wyspa usytuowana w połowie drogi między Sycylią a Tunezją, raczej odstrasza swoją skalistą powierzchnią, dlatego nasi bogowie chętniej wygrzewają się przy basenie. 

W idyllę zakrada się znienacka, jak wąż, Harry (Ralph Fiennes), były partner Marianne (Tilda Swinton). A ja jak słyszę Harry, to mam przed oczami mam “Kłopoty z Harrym” Hitchcocka i tym razem nie jest inaczej. 

Beztroski, gadatliwy, siejący zgorszenie, gdzie tylko się pojawi czuje się jak u siebie. Przybywa z nowo poznaną córką Penelope (Dakota Johnson). Od razu prowadzi ich do najlepszej tajnej restauracji, która serwuje tylko kolacje, tylko od czerwca do września. A Harry kpiąc ze śmiertelności sika na grobowiec. Jednak tylko sława Marianne pomaga w znalezieniu stolika w zatłoczonym lokalu, bo przecież dla bogów wszystko. Pięknie usytuowana, klimatyczna, ale niestety nie jest nam dane nic zjeść z bogami. Zapijamy radość spotkania litrami daiquiri. A na deser specjalność zakładu, czyli wino passito. Zrobione z zagęszczonego soku z winogron Muscat (Zibibbo), które mają wyższą zawartość cukru, ponieważ mogą wysychać na słońcu. 

Smażyć się beztrosko, jako oni, w letnim letargu z brzęczącą mucha w postaci Harry’ego. Harry cały jest jak kula armatnia, on jeden, nie tylko robi “bigger Splash”, on robi fale, powodzie, tsunami. 

Vomitare l’anima – zwymiotować duszę

Terapeutyczna miejscówka, dostaje zastrzyk z przeszłości, seks, drugs i rock and roll oraz pełną lodówkę. Typ jest jak człowiek orkiestra, nie ma takiej rzeczy, której nie robił ze szwagrem. Nie ma takiej płyty, której nie nagrał. I czy patroszy rybę czy tańczy do “Emotional Rescue” robi to całym sobą. 

Orata Al Sale* (dorada w soli) będzie na obiad. Wielka, nadziana ziołami i chili, bo Harry lubi łamać zasady, ku oburzeniu pomocy domowej. Sól podczas pieczenia twardnieje i tworzy grubą, ale kruchą, skorupę. Łuski izolują mięso od soli, a mięso po upieczeniu jest niezwykle delikatne i soczyste, samo odchodzi od ości. 

Ryby nie mają głosu

Ryby przewijają się jeszcze kilka razy, w różnej postaci, symbolizując nieśmiertelność naszych bogów, ale też miłość i płodność, w tym rozerotyzowanym czworokącie.

Harry potrzebuje też publiczności, a milcząca Marianne i wycofany Paul (Matthias Schoenaerts) to za mało. Przyjeżdżają, więc goście, a gospodarze czują się jak świeża soczysta figa, odzierana ze skórki przez Penelope. 

Swoją drogą jest to odmiana figi, która dojrzewa wczesnym latem, a później robi to ponownie. Jest ogromna, soczysta i słodka po rozerwaniu. W przeciwieństwie do niedojrzałej lolitowatej córki Harry’ego. 

Uczta dla zmysłów i oczu

Za zdjęcia do filmu odpowiedzialny jest nie kto inny, jak sam Yorick Le Saux. Maczał palce w zdjęciach do Basenu, Ozona oraz Jestem miłością, Guadagnino, gdzie jedzenie było równie istotne. 

Jest jeszcze jedna bardzo znacząca scena, kiedy sirocco podgrzewa atmosferę do czerwoności między byłymi kochankami, następuje ścięcie białka, a raczej serwatki. Mowa tutaj o ricottcie, produkowanej domowym sposobem. Ten moment kiedy Marianne w dusznej kuchni, próbuje od Harry’ego sera, doprowadza zmysły i wyobraźnię do szaleństwa.

Kolendra

Każda scena jedzenia w tym filmie ma w sobie mniejszy lub większy ładunek erotyzmu, subtelnie przemycanego dla naszych zmysłów. To nagie ciała i zbliżenia bogów, ich białych zębów i detali ciał doprowadzają nas do ściszonych westchnień, jak Marianne w trakcie karaoke. 

Nawet kolendra, której Marianne dodaje do wszystkiego jest nasieniem miłości. W średniowieczu wykorzystywana jako eliksir miłości, ale też nieśmiertelności. Nie uchroni jednak Harry’ego. 

Miłość i nieśmiertelność przewijają się przez cały film Nienasyceni w scenach kulinarnych. Jakby reżyser chciał nas upewnić w przekonaniu, że tylko miłość zapewni nam nieśmiertelność. A jak świat światem wiadomo, że przez żołądek do serca. Aż chciałoby się przywołać jeszcze jeden film “Only lovers left alive” (zdjęcia Yorick Le Saux).

Ps. w filmie Nienasyceni zabrakło tylko kaparów, z który słynie wyspa Pantelleria, a które są idealne do ginu, just saying. 

*ps2. do takiego pieczenia ryby, najlepsza jest sól gruboziarnista. W filmie prawdopodobnie takiej nie było, dlatego na stole są jajka. Za­miast so­li gru­bo­ziar­ni­stej użyto so­li drob­no­ziar­ni­stej. Trzeba ją wy­mie­szać z nie­wiel­ką ilo­ścią wo­dy i biał­ka­mi ja­jek. Dzięki temu sól nie przeniknie do mięsa.

Znajdziesz mnie na Instagramie i na Facebooku.

Recommended Articles